Kawaii Scotland t.1

Tagi

, , , , , ,

Przygotujcie się na dużą dawkę absurdu, bo dziś o najbardziej uroczo absurdalnym tworze na polskim rynku mangowym. A pozycja to zaiste wyjątkowa – oto trzy odważne Polki stworzyły komiks parodiujący japońskie romansidła, osadzając akcję w bardzo, ale to bardzo szkockiej Szkocji!

Czytaj dalej

Drifters t.1

Tagi

, , , , , , ,

Dzisiaj krótka opowieść o zakupach w ciemno oraz uprzedzeniach z przeszłości przez które może ominąć spora frajda i dlaczego należy ufać swoim odruchom. W tłumaczeniu z naszego na polski – o tym, jak kupiłam nową mangę autora, którego najpopularniejsza seria zraziła mnie do siebie bardzo temu i dostałam ataku dzikiego fangirla już po trzecim rozdziale.

Czytaj dalej

TG: Czego fandom nie wymyśli cz.1

Tagi

, , ,

Dobre historie bronią się same. Prawdziwie dobre historie są jak ogry i cebula – mają warstwy. Mogą czytać je czytelnicy młodsi i starsi, bardziej i mniej wyrobieni, i każdy z nich odnajdzie w nich coś dla siebie. Jednak by to osiągnąć, historia musi być wielopłaszczyznowa – co oznacza też niejednoznaczność i mnogość interpretacji.

Tokyo Ghoul (rozumiany w tym tekście jako cała twórczość Ishidy w tym uniwersum) jest bez wątpienia historią bardzo dobrą. Z oczywistych względów ma sporą rzeszę fanów, wśród których występują duże różnice zarówno w podejściu, jak i odczycie. Wynikają z tego sytuacje różnorakie, w tym bardzo konfliktowe. Do tej pory unikałam mieszania się w ciemną stronę fandomu – nie z powodu braku chęci, ale raczej przeświadczenia, że kto raz wejdzie w ten kocioł, prędko z niego nie wyjdzie, a jestem za leniwa na przerzucanie się cytatami i czepianiem słówek.

Nadeszła jednak wiekopomna chwila – wzięłam się za temat, który boli mnie od dawna. Będzie subiektywnie, złośliwie, upierdliwie i niecenzuralnie. Potencjalnie obrażone osoby z góry przepraszam, ale jako galopujący fangirl Tokyo Ghoula mam zamiar się wreszcie powyżywać.

W poniższym tekście NIE występują spoilery.

Czytaj dalej

Zamknę oczy i udam, że tego nie było

Tagi

, , , , , , , , , ,

Podobno mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna – ja tam twierdzę, że wszystko, co dobre, poznaje się po tym, że trzyma równie wysoki poziom od początku do końca.

Znacznie częściej zdarza się, że film czy książka kończy się w sposób, który odbiorcy niezbyt przypada do gustu niż odwrotnie – i można powiedzieć, że jesteśmy oswojeni z tą myślą. Czasem jednak nasze ulubione serie zawierają elementy, które wywołują w nas pilną potrzebę zamordowania twórców/wynalezienia czegokolwiek pozwalającego na selektywne wymazywanie wspomnień. Bardzo często jest to końcówka, ale nie tylko.

Zwykle jestem twardym zawodnikiem i nawet bardzo złe rzeczy męczę do końca. Bardzo łatwo przychodzi mi także wybaczanie twórcom różnorakich potknięć – kilka pozytywnych wątków wystarcza bym zniosła galopującą głupotę całej reszty. Czasem jednak nawet moja wyrozumiałość się kończy i zaczynam sobie wmawiać, że czegoś nie widziałam. Z różnym skutkiem.

Czytaj dalej