Tagi

, , , , , ,

Przygotujcie się na dużą dawkę absurdu, bo dziś o najbardziej uroczo absurdalnym tworze na polskim rynku mangowym. A pozycja to zaiste wyjątkowa – oto trzy odważne Polki stworzyły komiks parodiujący japońskie romansidła, osadzając akcję w bardzo, ale to bardzo szkockiej Szkocji!

Kawaii Scotland 1/?

W bardzo dawnych czasach, w roku zdaje się 2006, koleżanka podesłała mi komiks internetowy. Nazywał się Smocze Przytulisko, a tworzyła go dziewczyna o nicku Dranka. Nie było w nim ładu ni składu, fabuły też niekoniecznie, stosunkowo szybko (dwa-trzy lata zdaje się) też umarł śmiercią naturalną, ale zdecydowanie bawił i rozczulał, a do tego miał bardzo urokliwą kreskę – szczególnie bliżej końca.

Nieco później trafiłam na Chatę Wuja Freda. Od kilku lat zaglądam tam regularnie i obserwuję jak Ilona realizuje kolejne swoje projekty – Barwy Biedy, Mortal Dating, iGranie z Gruzem, Korpo Tale, Opowieści z Nyanii… Wprawdzie sama siebie nazywa Kobietą-Ślimakiem, ale w moim odczuciu jest tytanem pracy i wzorem do naśladowania.

Dlatego, mimo początkowych wątpliwości, wynikających z braku budżetu i miejsca,  a także wrodzonej niechęci do parodii i pastiszy, zwyczajnie musiałam kupić Kawaii Scotland.

Treść

Witamy w niepodległej, wyzwolonej z angielskiego i kobiecego jarzma Szkocji, gdzie rządzi tradycja oraz prawdziwa męska miłość! Śledzić będziemy przygody Ukechana McNeko, szesnastoletniego ucznia szkoły na Zielonych Wzgórzach. Bohater wraz ze swoim bliźniakiem – Nekochanem – wychowuje trzech młodszych braci po tym, jak ich ojcowie zginęli bohaterską śmiercią pod kołami angielskiego automobilu. W głębi ducha marzy, że wyrośnie na prawdziwego Szkota, co wymaga opanowania sztuki rzucania kłodą oraz zapuszczenia zarostu na twarzy i klacie. Pewnego dnia do jego klasy dołącza nowy uczeń, przeniesiony z elitarnej placówki Semesenpai, a życiem i sercem Ukechana wstrząsa szalone doki-doki…

No dobra, jak nietrudno się domyślić, to jest pastisz. Chociaż wśród bohaterów są tylko panowie, występuje tylko jedno nawiązanie do yaoi – bohaterowie nazywają się Seme i Uke. Znajdziemy tu za to mnóstwo żartów z shoujo, z wyolbrzymieniem i przerysowaniem wielu motywów tego gatunku.

Pamiętaj, że tacy jak my nie chodzą do szkoły po to, aby się czegoś nauczyć, lecz po to, aby znaleźć sobie mężów na poziomie!

Spodziewajcie się więc łez, omdleń i biegu z tostem w zębach. Jest także przedstawianie się, rozkminy w kąpieli, słodziaśne bento i szkolny kiermasz. Główny bohater, jak na shoujową heroinę przystało, jest pierdołowaty, niezdarny i nierozgarnięty, ale ma dobre serce, potrafi sprzątać i gotować oraz grać słodkie melodie na dudach. Jego ukochany to chodząca zajebistość – umie liczyć (co w tym uniwersum jest dowodem geniuszu), rzuca kłodą na orbitę, a jego muzyka jest tak ognista, że spaliła szkołę. Do tego ta rozchłestana koszula na klacie… No i ma coś jakby mroczną tajemnicę, ale może dość tych spoilerów.

Zdaje mi się, że widziałam zapowiedź romansu Nekochana, który teoretycznie jest tym bardziej rozgarniętym bratem, z absurdalnie bogatym i rozwydrzonym McFloy-kunem, który na razie próbuje wyrwać Semesenpaia, ale jak przyznały same autorki – nadały głównej parze takie, a nie inne imiona właśnie po to, by nie trzeba było się zastanawiać, czy pod koniec będą razem. Dobrze widzieć, bo ja na razie nie widzę tego związku ;)

Świat przedstawiony jest równie absurdalny jak bohaterowie i nie należy dopatrywać się w nim logiki. Nie wszystkie istotne informacje zmieściły się w pierwszym tomie, ale z fanpejdża serii można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy – choćby o tym, jak rozmnażają się Szkoci (oraz ich owce). Czekam jeszcze na wyjaśnienia, czemu Ukechan jako jedyny z całej rodziny nie jest kotem-szkotem? Czekam na odpowiedzi w kolejnej części!

Wykonanie

Jak wspomniałam – to parodia, co da się odczuć w warstwie językowej. Czytelnik powinien spodziewać się dużej ilości japonicyzmów; lektura przypomina nieco niektóre skanlacje, w tekście pojawiają się nie tylko chany, kuny, senpaie i senseie, ale też kawaii, sugoi, baka i doki-doki. Same wypowiedzi też bywają stylizowane, choć autorki nie silą się na przypisywanie konkretnym postaciom konkretnych manier.

Szkotouniwersum jest zresztą cudowną mieszaniną stereotypów na temat Szkocji z zawartością mang shoujo, czyli czymś bardzo japońskim. Tonido-sensei wygląda jak stary samuraj, ma haori narzucone na kilt, widzimy też sporo osób w yukatach, a sam kiermasz przypomina japońskie święta – bracia McNeko sprzedają swoje produkty ubrani w happi, w tłumie widzimy maskę lisa, a do szkoły nosi się bento.

Wizualnie jest ładnie, ale jest jeszcze sporo do zrobienia. Jest jednak nieco za płasko; nie wszędzie, ale w wielu momentach postaci nieco zbyt mocno zlewają się z tłem. Mamy mnóstwo zbliżeń i stosunkowo banalnych rastrów. Dran zwykle używa bardzo wyraźnych, nieco grubszych konturów, czasem jednak stosuje bardzo cienkie i niewyraźne linie, co na pierwszy rzut oka może wydawać się problemem drukarni. Ilustracje są jednak bardzo nierówne; niektóre wyszły świetnie, inne wypadają blado. Trzeba jednak przyznać, że kadrowanie jest interesujące, a samym projektom postaci i otoczenia nie mam nic do zarzucenia. Dran ma niesamowity talent, ale rysowanie komiksów jest trudne, żmudne i czasochłonne. Liczę, że następny tom wypadnie znacznie lepiej.

Kupić?

Kupiłam. Nie żałuję. Kupię następne.

Wprawdzie nie płakałam ze śmiechu ani nie piałam z zachwytu, ale treść sprawiła mi sporo radości („Jest taki niezależny!”). Najbardziej bawiła mnie chyba wizja świata bez kobiet, bo chociaż panowie radzą sobie teoretycznie całkiem nieźle – nawet mają dzieci – nietrudno dojść do wniosku, że w epoce potwora feminizmu umiejętność mnożenia do stu nie była wśród licealistów uznawana za oznakę geniuszu.

Autorki się postarały i śmiało mogę powiedzieć, że popełniły najlepszą pozycję wśród wydanych do tej pory mangopolo. Chcę wspierać ich pomysły, ponadto Kawaii Scotland jest rzeczywiście zabawne, ładne i dopracowane. Jednak wolałbym, gdyby Ilona wydała Barwy Biedy (najlepiej z Kiciputkiem, ale nie można mieć wszystkiego), a Dran narysowała porządne Smocze Przytulisko. Albo coś podobnego. Kawaii Scotland jest super, ale wierzę, że dziewczyny stać na znacznie, znacznie więcej.

Ale i tak kupujcie, czytajcie, polecajcie dalej, bo warto kupować, czytać, polecać i wspierać ;D

Advertisements