Tagi

, , , , , , , ,

Dobra, przyznaję – ten wpis powstaje tylko po to, bym mogła się w przyszłości do niego odnosić.

Lubię wypowiadać się w sposób uporządkowany i jasny. W rozmowie niekoniecznie mi to wychodzi, ale wystukując kolejne eseje i notki mogę przynajmniej próbować udawać, że temat został wyczerpany i opisany w sposób satysfakcjonujący i łatwy do przyswojenia. Te podejście rodzi jednak pewien problem – gdy przedstawiam swój punkt widzenia, czuję się zobowiązana do informowania, gdzie i dlaczego stoję.

Nie mam jednak zamiaru przepraszać za wszystkie banały i truizmy, które wypisałam poniżej, bo wolałam mieć je czarno na białym, niż naiwnie zakładać, że wszyscy – albo wręcz ktokolwiek – myśli tak samo.

Tak właściwie z głupoty wcale a wcale nie wyrosłam. Nikt z nas nie wyrasta tak do końca. Owszem, jestem mądrzejsza niż byłam – ale wierzę, że za jakiś czas będę mądrzejsza niż dziś. Dlatego też uważam, że każdy człowiek ma prawo do zmiany poglądów i nie ma w tym absolutnie nic haniebnego. W końcu man was made to grow, not stop. Z pewnych rzeczy się wyrasta i wcale nie mam na myśli starych ciuchów.

Dorastanie, choć w pewnej mierze powiązane ze starzeniem, nie jest w moim mniemaniu z nim tożsame. Oba procesy to zmiany w czasie; jedna z nich ma stałe tempo i nie mamy na nią wpływu, druga jest bardziej nieprzewidywalna i wynika po części z naszych wyborów, a po części z całej reszty. Dojrzewanie to trochę jakby ewolucja homo sapiens w tym, co możemy nazwać człowieczeństwem; nasz rozwój jako jednostek. Da się je także w stopniu subiektywnym wartościować, określając pewne ścieżki jako mniej wartościowe lub wręcz szkodliwe dla ducha. Choroby, starość oraz zupełnie ekstremalne sytuacje mogą też ten proces cofnąć, ale nie na chwilozofii chciałam się skupić.

Nie jesteśmy w stanie też przewidzieć przyszłości i sposobu, w jakim nasze drzewko osobowości się rozwinie. (Prawie) każdy (rozsądny) człowiek zostawia bagaż, który przestaje być mu potrzebny w życiu. Są to pasje, relacje i poglądy, z którymi po prostu przestajemy się utożsamiać lub w których już się nie odnajdujemy. Niektórych się wstydzimy, do innych mamy sentyment, może za jakimiś tęsknimy, o reszcie nie pamiętamy – ale ze wszystkich po prostu wyrośliśmy, choć ukształtowały nas w mniejszym lub większym stopniu jako ludzi w okresie zwanym pieszczotliwie „dawno temu (i nieprawda)”. Jest to szczególnie przykre w przypadku przyjaźni, ale taka jest naturalna kolej rzeczy – zmieniamy się my, zmieniają się inni, zmieniają się nasze relacje. Przyjaźnie na całe życie istnieją, ale one też przechodzą przemiany. Jak wszystko w tym życiu – jedyną stałą rzeczą jest zmiana.

Wyrosłam z głupoty, ale pewne elementy grzechów młodości pozostały – tylko w wersji zdroworozsądkowej. Dalej noszę glany, ale nie twierdzę już uparcie, że to najlepsze obuwie na każdą pogodę – są ciężkie i niezbyt ciepłe, ale nie ślizgają się i nie przemakają nawet w głębokich kałużach. Lubię czarne ubrania, jednak mam w szafie znacznie więcej kolorowych. Nadal lubię ciężką muzykę, ale otworzyłam się na bardzo wiele innych gatunków. Przestałam też słuchać zespołów, za którymi nie przepadałam, ale wypadało je znać w towarzystwie. Przejmuję się głupotami, które wypisuje JKR, choć dawno odeszłam z potterowego fandomu.

Są też jednak pasje, które dorastają z nami. Zawsze kochałam zwierzęta, ale jestem teraz dużo bardziej odpowiedzialna i świadoma tego jak powinna wyglądać opieka nad żywym stworzeniem. Dalej czytam książki, także te dla dzieci i młodzieży, ale ich treść odbieram na zupełnie innych płaszczyznach niż kiedyś. Uwielbiam mangi, ale nie jestem wobec nich bezkrytyczna, bo wiele treści uważam za co najmniej szkodliwe. Kocham Japonię, ale dawno przestałam uważać ją za raj na Ziemi – chociaż do tego, by nie wkurzać się na ludzi, którzy twierdzą inaczej, jeszcze nie dorosłam.

Byłam kiedyś yaoistką. Nieszczególnie hardkorową wprawdzie, bo czytałam mnóstwo fan fiction wszelakich, ale na przykład heteroseksualne dōjinshi nigdy specjalnie mnie nie interesowały, a z nieznanych powodów niewiele jest yuri, których treść jest czymś innym niż czystym porno. Zresztą nigdy nie rozumiałam dlaczego istnieje tak ogromny rozstrzał jeśli chodzi o popularność między yaoi i yuri – choć to zdecydowanie dobry temat do przyszłych rozważań.

Niejednokrotnie swędzą mnie ręce i pali portfel, jak widzę, że ktoś (głównie Kotori) wydaje yaoi, które znam z dawnych lat – staram się myśleć wtedy o ograniczonym miejscu i budżecie, ale kilka razy sentyment okazał się silniejszy. Czasem nawet przeczytam coś w sieci – fan fiction, które mi się podobało, albo jakąś interesująco wyglądającą serię. Zdarza mi się shipować bohaterów, jeśli uważam, że jest między nimi chemia i pasuje to do historii, ale robię to samo bohaterkom oraz parom heteroseksualnym. Na równi drażni mnie świat pełen hetero mężczyzn i napalonych na nich kobiet, jak i dorabianie na siłę wszystkim facetom skłonności homoseksualnych. Ale o tym może innym razem…

Dlatego wkurza mnie, gdy w rozmowach o aborcji ktoś nabija się z tego, że Chazan tyle skrobał, a teraz stoi na czele ruchu pro-life-anti-choice. Nie, sam fakt, że zmienił tak radykalnie poglądy nie jest niczym złym ani nawet niewłaściwym. Można być aktywnym przeciwnikiem aborcji nawet ją wykonując – jeśli robione jest to zgodnie z prawem i wedle wszystkich procedur. Nie jest hipokryzją wykonywanie swoich obowiązków zawodowych, nawet jeśli w jakiś sposób stoją w sprzeczności z naszym sumieniem. Żeby nie było – to samo tyczy się żołnierzy, gdyż działania wojenne są regulowane przez prawo międzynarodowe.

Inna sprawa, jak ktoś głośno broni życia nienarodzonego, a trzepie grubą kasę w podziemiu aborcyjnym. Samego profesora Chazana da się gorąco i intensywnie znielubić po usłyszeniu ledwie jednej jego wypowiedzi. A pamiętacie gównoburzę, gdy Chylińska zaczęła tlenić się na blond i eksperymentować z muzyką?

Tak podsumowując – nie krytykujcie ludzi za to, że się zmieniają. Bardziej martwcie się o tych, którzy tego nie robią. I nie czepiajcie się, jeśli kiedyś napiszę, że z czegoś wyrosłam. Nie jestem ani specjalnie mądra, ani dojrzała. Dorastanie to zmiana – czasem na lepsze, czasem na gorsze, czasem tak po prostu. To, co zostaje za nami, niekoniecznie jest mniej wartościowe. Po prostu nie jest atrakcyjne dla teraźniejszych „nas” – ale kiedyś było ważne. Może jeszcze kiedyś będzie, choć w inny sposób.

A wszystko, co wypisuję na tym blogu jest moją osobistą opinią na chwilę, gdy to piszę. Są to przemyślenia, które w żaden sposób nie aspirują do bycia prawdą – co najwyżej pewnym punktem widzenia, którego fragmenty mogą kogoś zainteresować.

Advertisements