Tagi

, , , , ,

To pierwsze otome, które zainstalowałam na telefonie i – póki co – trzyma się tam całkiem dzielnie. Całość zajmuje w chwili obecnej prawie 40 MB, z czego w momencie instalacji było tego dwa razy mniej. Pobranie jest darmowe, korzystanie też, choć dla płacących są bonusy – ale da się spokojnie i wielokrotnie grać bez nich. Grę stworzyła japońska firma Cybrid – zainteresowani mogą zajrzeć na ich stronę. Internety twierdzą, że MC jest dostępne w japońskiej, koreańskiej i w chińskiej wersji językowej, ale ja od ręki trafiłam na angielską i tylko czasem syczę na jakiś kosmiczny błąd (which czy with, oto jest pytanie).

cinderella_thumb_001

Historia

Głupia jak… Ekhm, przepraszam, powiedziałam to na głos? Ups…

No dobrze, wcale nie jest aż tak źle. Ważne by nie zastanawiać się zbytnio nad pewnymi rozwiązaniami – na przykład jakim cudem w całym kraju nikt nic nie wie o sąsiednim państwie albo jak bardzo rozpaczliwie tamtejszy system rządów domaga się reformy – a gra staje się całkiem przyjemna.

louisphoto

Główna bohaterka – znaczy się, graczka (albo gracz) – jest nauczycielką/opiekunką/guwernantką czy kimś w tym rodzaju w państwie, co się zowie Wysteria. Praktykowana tam jest starożytna tradycja – jeśli obecna koronowana głowa nie posiada potomstwa i raczej nie ma szans na dorobienie się go przed grobem, królewski doradca/szambelan/wychowawca, znaczy się – prawa ręka władcy – wybiera mu następcę płci przeciwnej spośród populacji kraju. Na jakiej dokładnie zasadzie to działa – nie mam pojęcia, dla własnego zdrowia przestałam doszukiwać się w tym sensu.

Nasza bohaterka – moja aktualnie nosi imię Pipa i ochrzciłam ją tak z pełną premedytacją – dostała wprawdzie zaproszenie do pałacu jako potencjalna kandydatka, wybrała się tam jednak z zupełnie innego powodu. Otóż nasz geniusz zbrodni chce poszukać w pałacowym ogrodzie legendarnego kwiatka, który podobno spełnia życzenia, a którego zażyczyła sobie jej uczennica by wyleczyć mamusię. Nasza Pipa w tym celu nie tylko się przekrada, przemyka i rozgrzebuje królewskie rabatki, ale też zalicza epicką wpadkę, kiedy próbuje wspiąć się po murze i zostaje na tym przyłapana przez dowódcę królewskiej gwardii. Po drodze spotyka też kilku innych przystojniaków (których jako ważne postaci poznajemy po tym, że gra ukazuje nam ich sylwetki) oraz trochę kompletnych randomów bez twarzy i imion. Pamiętajcie – jeśli ktoś jest tylko kawałkiem tekstu i na ekranie nie ma jego gęby, nie należy się nim kompletnie przejmować. Nawet jeśli jest to król, którego następczynią jesteśmy.

louisstory

Jak już zaspoilerowałam, jeden z przystojniaków – w sensie szambelan – wrabia bohaterkę w bycie księżniczką. Bohaterka jakoś niespecjalnie ma w tym względzie coś do powiedzenia, ale przekonuje swojego lokaja (który ma twarz!) na nocną i wielce nielegalną wyprawę do miasta, gdzie chce nawiedzić swoją uczennicę. Na schodach udaje jej się jednak zaplątać we własną suknię i zgubić buty, a przed upadkiem na książęcą twarz ratuje ją… No i w tym momencie dostajemy wybór, kto, a od tego wyboru zależy, jak historia potoczy się dalej.

Ciąg dalszy – czyli coś o mężczyznach…

W grze poznajemy dziewięciu facetów. Aktualnie wybierać można spośród czterech, choć zapowiedziano już, czyja historia zostanie dodana jako następna. Każdy kandydat ma trzy zakończenia – sugar, honey oraz secret, które dostępne robi się po spełnieniu „określonych warunków”, do których jeszcze wrócę. Zakończenie „honey” oznacza sporo dramatyzmu pod koniec, ale w nagrodę bohaterka obrywa iście baśniowym happy endem; natomiast „sugar” niby jest szczęśliwe, ale więcej w nim goryczy, a bohaterowie bardziej obrywają po dupie. Jak to w tego typu grach bywa – wątek każdego bohatera biegnie innym torem, oferuje nam trzy epilogi, ale dopiero przejście wszystkich daje pełny obraz sytuacji kto, z kim i dlaczego.

Informacja o naszym postępie w grze.

Informacja o naszym postępie w grze. Cztery serduszka potrzebne są do secret ending.

Na chwilę obecną, jak wspomniałam, są cztery ofiary. Każdy z panów ma jakąś TP (Tragic Past aka Tragiczna Przeszłość) i trochę ból dupy, ale da się ich w większości lubić. A że podstawowym obowiązkiem naszej księżniczki jest wybranie sobie męża i zapewnienie ciągłości rządów (że starego króla nikt tak nie ganiał…), dzielnie z nią będziemy za wybranym chłopem latać, aż nabierze on trochę rozumu… O ile można mówić tak o podjęciu decyzji związania się z naszą heroiną, ale to insza inszość. W każdym razie, im bliżej końca wątku, tym faceci nam normalnieją. W końcu wiecie – miłość kobiety kruszy męskie mury i takie tam.

alyn

Dowódca królewskiej gwardii, Alyn Crawford – ten sam, który przyłapał bohaterkę, jak wykonywała akrobacje przy murze – wbrew reklamie wcale wyniosły nie jest, po prostu na język nie choruje, mówi co myśli i całkiem konkretny z niego facet. No i prawie nie ma Weltschmerza ani żadnych inszych poważniejszych problemów z sobą, poza tym – całkiem sympatycznie dogryza heroinie. Ma psa, a z tym Leo to taka trochę ściema, bo zwyczajnie ma fochy na brata i tyle. Lisowa zaliczyła go na honey i sugar, ja tylko w dodatkowych misjach – w myśl zasady, że ciekawiej jest się nie powielać

louis

Louis Howard jest dukiem – znaczy księciem jednej z prowincji kraju – i z początku robi za lodową rzeźbę, w środku jednak (co za niespodzianka) ma wrażliwe serduszko, a problem wynika z jego introwertyzmu i niskich skilli społecznych. Znaczy się etykiety i inne takie ma w małym palcu, ale na samym wstępie mówi heroinie trochę nieprzyjemnych w jej (i graczki) odczuciu rzeczy, a dopiero po czasie wychodzi, że to wszystko było z troski o nią, a głupek miał co innego na myśli. Tutaj dla odmiany trochę przesadzili w opisie z tym „sworn enemy” – Louis z Sidem znają się od dziecka, a że ten pierwszy ma trochę problemy z poczuciem humoru, a drugi jest dość wredny, między nimi aż iskrzy i prosi się o yaoica. Na chwilę obecną Louis jest moim faworytem – jest uroczy, słodki i wzbudza we mnie instynkty macierzyńskie.  Obie drogi – honey i sugar – są dobre, a teraz szykuję się na secret i też spodziewam się czegoś porządnego.

giles

Giles Christophe, czyli szambelan, to sprawca całego książęcego zamieszania w życiu naszej bohaterki. Chociaż właśnie kończę jego wątek, trudno mi się wypowiedzieć. Giles jest z początku trochę śliski, poza tym na samym początku zachowywał się żenująco – teraz za to zrobił się grzecznym, wrażliwym facetem i nawet go polubiłam. Chociaż jak przypomnę sobie początki, nadal robi mi się słabo – leciały tam takie teksty, że z wrażenia przewijałam je bez czytania. Nie jestem typem, którego łatwo zawstydzić, ale to naprawdę było tragiczne. Niby ma kota, ale w grze padło hasło, że to wcale nie jego kot, tylko zamkowy. Zowie się Michelangelo i ma prawdopodobnie więcej charakteru niż reszta postaci razem wzięta. Gilesa przechodzę teraz na honey i prędko do niego nie wrócę…

leo

Niedawno udostępniony został Leo Crawford, bliźniak Alyna (ni cholery nie są do siebie podobni), przyjaciel Gilesa i ważny urzędas na dworze. W okularach wygląda dobrze, bez okularów gorzej, do tego to flirciarz, co udaje babiarza, a chyba ma najdelikatniejsze serduszko z całej tej bandy. Lubię go, to trochę plotkarz i bardzo swatka, w pozostałych trzech wątkach zajmuje się pomaganiem heroinie w polowaniu na męża. Lisowa z nim teraz kręci, ale na konkrety i rezultaty przyjdzie jeszcze chwilę poczekać.

characters

W grze zostało już ogłoszone, że następny pojawi się tajemniczy król równie tajemniczego państwa zza północnej granicy (tak tajemniczego, że nic o nim nie wiadomo, a wszyscy trzęsą tyłki) – elegancki Byron z piracką opaską na oku. Z pozostałych czterech facetów dwóch zapowiada się ciekawie – drapieżny Sid (pierwszy na dole), który zna wszystkich, wie wszystko i prowadzi różne pokątne działania, a do tego ma cudownie paskudny charakter oraz malarz Robert (drugi na dole), znajomy bohaterki z dzieciństwa mający podejrzane kontakty z Byronem. Dwóch ostatnich przejdę dla zasady, gdy się pojawią, ale w ogóle mnie do nich nie ciągnie. Lokaj Nico (to ten na samym środku) ma gębę dzieciaka, niby mnóstwo sekretów, ale grając jego wątek czułabym się jak pedofil – natomiast przydupas Byrona, Albert (ostatni na dole), jest niesympatycznym bucem i zwyczajnie go nie lubię. Poza tym śmierdzi mizoginem.

Rozgrywka

Waluty w grze są dwie – bells się zarabia, za coins trzeba płacić dolarami. No, złotówkami też, ale coinsy to opcja dla graczy gotowych płacić prawdziwą walutą. Ceny coinsów wahają się w zależności od ilości, którą kupujemy – ale, porównując z różnymi innymi „darmowymi” grami, uważam ten cennik za przyzwoity.  Owszem, można wydać w tej grze majątek, ale da się to i owo kupić za dolca lub pięć. Generalnie jestem zwolennikiem płacenia ludziom za ich pracę i zdarzyło mi się te kilka złotych na tę grę wydać. Może jeszcze kiedyś wydam kilka, jeśli nadal będę grała.

coins

Gra podzielona jest na części (bodajże 10 dla każdego chłopa + 3 każdego rodzaju epilogu).  Każda z części ma dziesięć rozdziałów. Do odblokowania jednego rozdziału potrzebujemy jednego biletu. Codziennie o 4 rano czasu pacyficznego (14 naszego czasu letniego) dostajemy ich pięć. Czasem bilety są też nagrodami w różnych pobocznych opcjach, można je też kupić za coinsy (jeden bilet kosztuje około jednego dolara). Na ręku mamy maksymalnie pięć biletów. Po ich wykorzystaniu możemy użyć tych z ekwipunku, ale jeśli o tej 4 rano PST mamy na ręku trzy bilety, dostaniemy tylko dwa. Jak łatwo policzyć – grając w wariancie darmowym jeden wątek robimy około miesiąca, jeśli gramy codziennie. Przeczytanie pięciu rozdziałów zajmuje jakieś dziesięć minut – a jeśli robimy jakiegoś faceta ponownie, tylko dążąc do innego zakończenia, przeklikuje się to jeszcze szybciej. Aktualnie mamy dostępnych czterech facetów, każdy ma trzy różne zakończenia, więc jest co robić przez rok – a wróżę, że przez ten czas Cybird oprócz Byrona udostępni nam jeszcze ze dwóch lowelasów i trochę wydarzeń pobocznych.

Oprócz historii

mypage

Oprócz historii mamy naszą królewnę w wersji narysowanej. Ma ona swój pokój i ogródek, które da się zagracać różnymi pierdołami, które kupujemy/dostajemy od kochasiów, a które podwyższają statystyki. Wyżej jest wersja pokoikowa, niżej – ogródkowa.

garden

Istnieje coś takiego jak princess lessons, które to cudo jest „pojedynkami” z innymi graczkami. Lekcje mogą pójść nam dobrze lub wspaniale, z czego drugie jest więcej punktowane i kończy się kilkoma zdaniami od któregoś lowelasa. Ta aktywność pozwala nam na zdobywanie bellsów oraz grace. Grace to jeden z mierników naszej zajebistości. Drugim jest beauty, zależne od zawartości naszej garderoby (durne, nie?). By odkryć secret ending musimy zapełnić czwarte serduszko – wymaga to przejścia gry oraz zdobycia 15 000 grace. Z tego co wiem, wejście na secret ending wymaga też dotarcia do opcji honey przy ponownym przechodzeniu gry.

princesslessons

Oprócz tego od czasu do czasu w grze mamy od czasu do czasu royal challenges. Trzeba je przejść by ruszyć z historią. Czasem do przejścia RC wymagany jest konkretny poziom grace, ale zwykle trzeba kupić jakiegoś konkretnego ciucha. Opcja premium (kosztująca coinsy) daje nam focię, bonusową historię i lepszego ciucha, opcja normalna (za bellsy) jest mniej fajerwerkowa, ale tańsza.

Co jakiś czas pojawiają się dodatkowe wydarzenia, które nie wymagają biletów. By je przejść trzeba raz – kupować ciuchy, dwa – zdobywać charm. Charm to młodsza siostra grace, tylko po nią lata się do ballroomu. Charm i ballroom dostępne są tylko dla dodatkowych wydarzeń i nie mają powiązań z główną historią.

Warto wspomnieć jeszcze o gacha.

louisgacha

Raz dziennie mamy możliwość wylosowania fragmentu puzzli za darmo (choć otrzymujemy punkty i przedmioty pomagające nam to robić częściej). Normalne odsłaniają nam obrazek i dają trochę bellsów, z rzadkimi przychodzą pierdoły do ogródka, wdzianka, listy od ukochanego i dostęp do danego fragmentu historii z jego perspektywy. Niestety, da się kilka razy wylosować ten sam kawałek, więc ukończenie jednej gachy trochę zajmuje – do tego wraz z postępami w fabule otrzymujemy arkusze, które mają prawie identyczny wzór, ale inne nagrody.

 innegacha

W grze mamy też opcję zaprzyjaźniania się z innymi księżniczkami, które można witać (tzw. „greetanie” w dialekcie moim i Lisowej) i wysyłać im wiadomości, za co dostajemy bellsy. Mamy też kolekcję zdjęć, choć w opcji darmowej dostajemy tylko po jednym na faceta – za to z każdą bonusową historią dochodzi kolejne.

Czy warto?

Moim zdaniem tak. Midnight Cinderella jest ładnie wykonana, na grafiki przyjemnie się patrzy, faceci są raczej sensowni, fabuła jest całkiem ciekawa, a do tego bez bólu da się grać w nią za darmo lub za grosze. Nie zajmuje dużo czasu, a można się z niej pośmiać – jest sporo scen humorystycznych, ale też trochę rozkosznie durnych.

gilesphoto

Uwaga! Gra jest raczej dla osób powyżej, bo ja wiem, 14 roku życia? Seksu jako takiego nie ma, ale jest mnóstwo sytuacji zbliżonych. Mamy więc opisy rodem z harlekina z jęczeniem, miauczeniem, szlochaniem z rozkoszy (no dobrze, trochę przesadziłam, ale bohaterka bardzo dużo jęczy). Sporo całowania, rozpinania guzików, obmacywanek, rumieńców i opisów ŻĄDZY.

Nie uważam, że jest to jakiś problem – ogólny poziom głupoty jest zabawny i pełen wdzięku, a nie przykry i nudny. Co innego mi za to przeszkadza i twórcom podarować nie mogę. MC ma jedną poważną wadę, a są nią wybory bohaterki. Nie jest ich zbyt dużo, choć i nieszczególnie mało, ale są to straszliwe pierdoły.

Wygląda to mniej więcej tak: bohaterka rozmawia ze swoim lowelasem i nagle wyskakują nam trzy opcje dialogowe. Jedna jest neutralna, pozostałe dwie to sugar i honey. Żadna z nich nie jest oznaczona, a jednocześnie są do siebie tak podobne, że taki gruboskórna poczwara jak ja nie widzi większej różnicy. Jestem zwolenniczką wyborów konkretnych, takich jak „daj mu w ryj” albo „wyliż mu migdałki w namiętnym pocałunku”. W MC mamy za to teksty w rodzaju „mam zamiar wrócić” (neutralne), „wrócę” (honey) oraz „muszę wrócić” (sugar), względnie „wyglądasz na zrozpaczonego” (honey), „wyglądasz na smutnego” (sugar) oraz „wyglądasz na przygnębionego” (neutralne). No litości! Ja wiem, że te wybory zmieniają fabułę, ale nie jestem wrażliwą heroiną i nie wyczuwam tych subtelnych różnic! Do tego nie mam pojęcia, jakim cudem takie drobne różnice w sformułowaniach mogą wpływać tak bardzo na bieg wydarzeń… I wcale nie mam poczucia kreowania charakteru bohaterki. Bardziej błądzenia po omacku.

Mimo wszystko –  polecam. I oceniam jako 7/10 w tej kategorii (otome na androida). Przynajmniej na dzień dzisiejszy.

Reklamy