Tagi

, , , , ,

Rozumiem ludzi, którzy boją się psów.

Strachów i lęków uczyć mnie nie trzeba. Mam ich pokaźną kolekcję, choć sytuacja jest i tak dużo lepsza niż kilka lat temu. Kilka zabiłam, kilka oswoiłam, czasem wpadnie coś nowego. Z częścią walczę nadal.

Są ludzie, którzy boją się psów. Znam jednak znacznie więcej osób, które boją się robactwa,  gryzoni, burzy, ciemności i wysokości – a także mniej typowo: brudu, ptaków, kotów, większych grup młodzieży i kibiców. No i jazdy nocnymi autobusami.

Ptaki

Są ludzie, którzy brzydzą się psów. Są tacy, którzy ich nie znoszą. Częściej jednak spotykam osoby, które absolutnie nie znoszą dzieci.

Dzieci i psy zdają się mieć sporo wspólnego.

Mam psa. Dwadzieścia kilo kudłatej i tłustej psiej miłości odnalezione w bydgoskim schronisku. Poczciwa morda i jeszcze bardziej poczciwy charakter. Przyjacielski, uległy, nieco bojaźliwy, ale zupełnie wyzbyty agresji. Gdy się przestraszy – ucieka. Boi się mężczyzn, ale nawet jeśli na nich szczeka – pozwala się głaskać, dotykać i ciągać za brodę. Zero złości. Nie warczy, nie gryzie, nie kłapie zębami. Czasem burknie bez przekonania, ale zawsze daje nogę albo chowa się za mną. Posłuszny, grzeczny, reaguje na komendy. Pilnuje się. Jest niesamowicie przyjacielski w stosunku do innych psów, a gdy któryś go dziabnie – Szogas zwyczajnie odwraca się i odchodzi.

Mokry Szogas

Po spacerze.

Gdziekolwiek się z nim nie pojawię, widzę uśmiechy. W autobusach i pociągach szybko nawiązują się rozmowy, nie tylko o psach, choć najczęściej od Szogasa się zaczyna. Czasem powstrzymuję dzieci, żeby nie głaskały go bez zgody rodziców. Rodzice do tej pory zawsze pozwalali – a nawet zachęcali bardziej nieśmiałe przypadki – do wysmyrania psa. Bojaźliwe potomstwo jest raczej zachęcane do wyzbycia się strachu, a Szogas grzecznie siedzi i tylko spogląda niepewnie, bo małe ludzie bywają nieprzewidywalne.

Tak, chodzę z psem bez smyczy i bez kagańca. Tak, wiem, że mogę dostać za to mandat. Szczepię go, dbam o niego, zwykle sprzątam psie kupy, choć zbieranie ich do foliowych torebek uważam za nieekologiczne, ale tylko raz udało mi się dostać papierowe, a były dość niepraktyczne. Dlaczego tylko zwykle, a nie zawsze?

Jeśli ktoś ma patent na sprzątanie psiej sraczki w trawie po kolana, chętnie wypróbuję. Z moich doświadczeń wynika, że więcej w tym rozmazywania niż sprzątania, szczególnie jak pies co kilka metrów zostawia bobka wielkości paznokcia.

Jeżdżę z nim po mieście i kraju. Trzymam go na smyczy, ale gdy tylko mam okazję – ściągam kaganiec. Jeśli jest pusto, jeśli siedzimy ze znajomymi tak, że pies nie ma dostępu do obcych, jeśli podróżni w przedziale wyrażą zgodę. Szogas wielokrotnie sam zrzucił kaganiec – bo to żadna sztuka – gdy miał już dość. Zwalczam to, ale się nie dziwię – po pięciu, sześciu godzinach w pociągu z kagańcem na pysku, mnóstwem ludzi i bagaży, schodkami do wagonu i potem drzwiami, które otwierają się w obie strony – ściągnięcie kagańca to naprawdę mała zbrodnia. I tak jest kudłatym aniołem w pociągu, bo śpi grzecznie całą drogę.

Mój pies jeszcze nigdy nikogo nie ugryzł.

Ja tak. Wielokrotnie.

Po fryzjerze.

Po fryzjerze.

Psy – poza nielicznymi wyjątkami, najczęściej chorymi bądź po traumie – nie gryzą bez ostrzeżenia. Stawiają sierść, przybierają bojową pozę, pokazują zęby, warczą, szczekają z wyraźną złością, kłapią zębami. Często ugryzienie kończy się nabiciem siniaka zębami. Czasem skaleczeniem ręki.

Kilka razy zostałam ugryziona bądź byłam świadkiem ugryzień. Za każdym razem była to wina człowieka, nie psa. Owszem, czasem człowiek obrywał z winy innego człowieka, ale psie zachowanie było do przewidzenia.

Dzieci rzucały w porzuconego szczeniaka kamieniami. Szczeniak podrósł i warczał na dzieci. Dzieci kopały w płot, po którego drugiej stronie były psy – psy teraz gryzą prawie każdego (a na pewno każde dziecko), kto wsadzi rękę przez ogrodzenie, by je pogłaskać. Przybłęda boi się, gdy ktoś dotyka jego łap oraz ogona – jeśli robi to w odpowiedni sposób ktoś, komu ufa, jest tylko spięty, ale jak ktoś znienacka pociągnie go za ogon (na przykład, gdy je) – należy spodziewać się odcisku zębów na ręce.

Psy, które gryzą, są przerażone i/lub sfrustrowane. Nie czują się bezpiecznie. Nie ufają swojemu człowiekowi, że on zapewni im to bezpieczeństwo, więc robią to same. Mogą być chore, zmęczone, zestresowane. Jednak ich zachowanie jest przewidywalne. Potrzeba tylko człowieka, by je przewidywał.

Nie jestem specjalistką od wszystkich psów. Jak wspominałam – kilka razy oberwałam zębami i zupełnie na to zasłużyłam. Bo zajmowałam się czymś innym. Bo odruchowo dotknęłam obcego psa tak, jak dotykam mojego. Bo nie zwróciłam na coś uwagi.

Mini

Psi morderca.

Z drugiej strony – gdy patrzyłam, udawały mi się różne cuda. Podchodziłam do wiejskich psów na łańcuchach, których bali się nawet ich właściciele. Przychodziły do mnie bardzo bojaźliwe i nieśmiałe psy po przejściach. Głaskałam takie, które głaskać pozwalały się tylko swoim właścicielom. Czesałam psa, który czesania nie znosił, a słabo mnie znał. Bo patrzyłam. Uważałam. Miałam jakąś – przyzwoitą, nazwijmy to – wiedzę o psach i z niej korzystałam.

I wiecie co? To naprawdę nie jest trudne. Bo psy są cholernie szczere. To gatunek, który jak żaden inny, ewolucyjnie dostosował się do człowieka. I jeśli coś z psem jest nie tak, prawie zawsze jest to wina człowieka. Reszta to choroby. Złe samopoczucie swoją drogą, ale są choroby, które niszczą mózg i psy też na nie chorują, tak samo jak ludzie.

Niektórzy boją się psów. Ja boję się ludzi.

Różnica jest taka, że w psie nie ma złej woli. Jeśli atakuje, to z głodu, strachu, frustracji, choroby. Pies ostrzega, zanim ugryzie. Prawie zawsze, ale to i tak częściej niż ludzie. Ich zachowanie jest w dużej mierze zależne od ich właścicieli – oraz od otoczenia. W tym innych ludzi.

Ludzie też gryzą. Często znienacka i bez powodu. Ludziom nikt nie każe nosić kagańców.

Soon.

Soon.

Nie mam nic do bezdomnych i pijanych ludzi w autobusach – może nie są przyjemnym widokiem, może czuć od nich tym i owym, ale póki nie robią scen – w porządku. Gorsi są inni. Baby, trzymające torebki na siedzeniach. Ludzie, wszczynający awantury o byle co, albo opowiadający historię swojego życia w sposób bardzo głośny i wulgarny. Starsi ludzie, którzy mimo mnóstwa wolnych miejsc w autobusie przyjdą i zrobią ci awanturę, bo to ich miejsce/bo oni muszą z przodu/przodem do kierunku jazdy/bo młoda to niech stoi. Tak, wiem, starszym się ustępuje, ale nigdy jeszcze nie jechałam autobusem, w którym wszystkie siedzenia byłyby wypełnione emerytami. A tak się zdarza, że młodzi też mogą być chorzy, zmęczeni, po wypadkach, kontuzjach i innych krzywdach.

Od małego dużo podróżowałam. Zaczęłam sama jeździć pociągami do rodziny na drugim końcu Polski, gdy tylko mogłam podróżować w ten sposób bez opiekuna. Teraz jestem starą krową i zaczynam się tych pociągów bać, bo coraz częściej są one zdecydowanie zbyt puste, konduktorzy po jednokrotnym sprawdzeniu biletów siedzą u siebie, a ja muszę uciekać przed kolejnymi zboczeńcami. Nigdzie nie miałam tylu problemów z nachalnymi facetami (często trzeźwymi!) co w pociągach.

Wszyscy znamy wrednych szefów, współpracowników, podwładnych kolegów, członków rodziny, wykładowców, nauczycieli, sprzedawców, lekarzy i co tylko jeszcze zechcecie. Nie wierzę, że jest ktokolwiek powyżej – dajmy na to – osiemnastego roku życia, który nie oberwał kiedyś za nic. Wstrętne panie z okienka, sfrustrowani urzędnicy, nawaleni kibice, głupia młodzież czy moherowa babcia – wszyscy wielokrotnie skrzywdziliśmy i zostaliśmy skrzywdzeni przez innych, zupełnie bez powodu. Bo zły dzień, bo złośliwość, zazdrość, bo trzeba poprawić sobie samoocenę.

Psy chodzą w kagańcach. Ludziom kajdanek i masek Hannibala jeszcze nikt nie wkłada, chyba tylko dlatego, że nie ma komu o tym decydować.

Inna sprawa – psy a dzieci. Pies czasem burknie, czasem szczeknie, ale zwykle siedzi cicho. Chodzi na smyczy, blisko, pilnuje się, nie zaczepia, dobrze, czasem chce coś obsikać, ale idzie go upilnować.

Byłam wczoraj w centrum handlowym i myślałam, że pozabijam się o latające luzem dzieci. Dzieci, które gubią jedzenie, wylewają soczki, rzucają zabawkami i drą gęby bez powodu. Albo i z powodem, ale nawet najbardziej wkurzony pies nie ma takiej syreny jak zirytowany bachor. I psa dużo łatwiej uciszyć.

Lubię dzieci. Wiem, że psy dziećmi nie są. Psy, które traktuje się jak dzieci, zwykle mają ze sobą problemy i zachowują się okropnie. Nie mogę tylko zrozumieć, czemu puszczony luzem pies jest bardziej szkodliwy niż dziecko – szczególnie, że psy mają jednak więcej instynktu samozachowawczego niż małe dzieci, które często latają samopas. Ani dlaczego ludzie mają taką fobię przeciwko psim zębom.

Inna sprawa, że jestem też zdania, że na posiadanie dzieci i zwierząt powinno się mieć pozwolenie, otrzymane po długim i morderczym kursie przygotowawczym. A zwierzęta powinny mieć swój odpowiednik peselu, a osoby bez pozwolenia na prowadzenie oficjalnych hodowli powinny obowiązkowo je kastrować/sterylizować.

A hodować powinno się kundle, ale o tym innym razem.

Reklamy