Tagi

, , ,

Miałam siedzieć i pisać obiecany, i w sumie prawie skończony tekst o Tokyo Ghoulu, japońskim i innych takich. Siedzieć siedzę, ale z pisaniem jakoś marnie.

Trochę siedzę i blogi czytam. I komentuję, bo komentować lubię, a i fajnie dać komuś znać, że się go czyta. Gorzej, że oprócz blogów wędruję po Sieci.

Sieć jest pełna informacji, które ktoś z jakiegoś powodu uznał za ciekawe. Trochę zerkam na Pudla – grzeszny nawyk, który porzuciłam, zdaje się powracać. Niektórzy uzależnieni są od papierosów, ja jestem uzależniona od plot.

Nie orientuję się w 90% polskiego szołbiznesu. Niedawno widziałam Jacykowa na zakupach z jakimiś smarkaczami, ale Jacykowa trudno nie rozpoznać. Kojarzę trochę gąb aktorskich, trochę muzycznych, ale nie za wiele. Wolę śmieszne pieski i kotki.

No dobrze, fajnie się patrzy na Angie, Brada i ich stadko różnobarwnych dzieciaków. Jakbym miała czas i środki, też bym takie chciała. Lubię dzieci. Trochę się ich boję, często mnie wkurzają, ale lubię. Za dobrze pamiętam (a co zapomnę, inni przypomną) jakim paskudnym bachorem byłam ja sama, więc w większości paskudność dzieciom wybaczam. Gorzej z rodzicami, którzy starają się wychować je na paskudnych dorosłych, ale to inna bajka.

Znielubiłam Deppa za rzucenie Vanessy, a Kayne Westa za rozdmuchane ego. Pudel skłonił mnie do przejrzenia Internetów w poszukiwaniu bardziej szczegółowych informacji na temat Savile’a, Polańskiego i Allena. I tego wokalisty, wiecie którego, co mu się podobały niemowlęta.

Dzięki Pudlowi zobaczyłam też sporo niezłych sesji zdjęciowych, mnóstwo genialnych i fatalnych kiecek oraz odkryłam pochodzenie części polskich celebrytów – w tym jednego z mojej uczelni. O przyjaźni, zrodzonej z luźnych dyskusji o Pudlu, nie wspomnę. Nigdy nie myślałam, że da się tak dobrze poznać człowieka po tym, jakie plotki czyta.

Ale z tych moich pudlowych lektur jakoś poza tym ostatnim nic nie wynika. Dalej oglądam filmy z Deppem, choć facet mnie już trochę męczy, bo za dużo w kółko tego samego. Mój odbiór Johnny’ego jako aktora w żaden sposób się nie zmienił. Lubię naprawdę wiele filmów, w których gra, i jego aktorstwo zdecydowanie przyczynia się do tego mojego lubienia (Co gryzie Gilberta Grape’a, Sleepy Hollow, Edward Nożycoręki, Benny & Joon, a w Czekoladzie jest taki mrau). Sekretne okno próbowałam obejrzeć w wieku nastoletnim, gdy jak sporo moich rówieśniczek uważałam go za ideał męskiej urody, jednak film wyłączyłam po kwadransie, bo mnie drażnił, a całej intrygi domyśliłam się zdecydowanie szybciej niż wypadało. Lubię Jacka Sparrowa w pierwszych Piratach, za dalszymi częściami serii raczej nie przepadam, choć podobno jeśli obejrzę je jedną po drugiej w krótkim okresie czasu, zmienię zdanie. Nie wiem, jeszcze nie sprawdzałam. Niedawno widziałam Into the Woods i z czystym sumieniem stwierdzam, że Johnny przystojny jest, ale w tym filmie wypadł wyjątkowo obleśnie, a jego utwór to najbardziej pedofilska piosenka musicalowa jaką w życiu słyszałam. Jednak oglądając go w wilczym przebraniu nie myślałam „ja, to ta menda, co zostawiła matkę swoich dzieci dla młodszej” tylko „matko, Johnny znowu nie zmył makijażu po ostatnim Burtonie” oraz „o kurna, pedofil kanibal!”


Następna piosenka z tej bajki jest jeszcze bardziej wymowna, ale to byłby już spoiler.

Filmów Polańskiego widziałam trochę, Allena żadnego, choć planuję to nadrobić. Można być wybitnym artystą i zboczeńcem, choć talent nie powinien zwalniać z odsiadki. Mogę kogoś nie lubić, choć go nie znam, bo jak każdy odbiorca mediów, jestem podatna na kształtowanie opinii (choć i z tym bywa różnie). Ale to, że kogoś nie lubię nie oznacza, że odmówię mu talentu, umiejętności, wiedzy czy sukcesu. O ile go dostrzegę, rzecz jasna. Zachwytów Westem nie pojmuję i pojąć nie mogę, ale w sumie mi na tym nie zależy.

Internetowe plotki jednak na tym się nie kończą. Ostatnio mamy wprawdzie wysyp książek różnorakich z rodzaju „najsłynniejsze nierządnice” oraz „najbardziej zboczeni politycy”, ale w tym też lepiej sprawdzają się Internety. Weszłam na stronę o siódmej części Gwiezdnych Wojen – a potem, od kliknięcia do kliknięcia, od linku do linku i tytułu do tytułu dowiedziałam się, że Byron na studiach hodował niedźwiedzia, Churchill zdecydowanie zbyt często chodził nago (w tym nago pracował i nago spotykał się z ludźmi), a Benjamin Franklin lubił starsze kobiety, bo sypianie z nimi uważał za bardziej moralne (bo nie naiwne dziewice), bezpieczniejsze (bo bardziej dyskretne i rzadziej zachodzą w ciąże), lepsze (bo bardziej doświadczone i bardziej zabiegają o męskie względy) a do tego twierdził, że każda kobieta na dole jest taka sama – a resztę można zakryć. Cipki, jego zdaniem, starzeją się najwolniej.

Skradzione z Wikipedii, gdzie z nieznanych mi przyczyn brakuje fajnego zdjęcia Churchilla z cygarem.

Skradzione z Wiki, gdzie z nieznanych przyczyn brakuje fajnego zdjęcia Churchilla z cygarem.

Nie zweryfikowałam żadnej z tych informacji. Nie chce mi się. Dostarczyłam sobie odpowiedniej porcji rozrywki, kosztem żywych i umarłych, choć w sumie nikomu krzywdy nie zrobiłam. Wywołało to we mnie trochę emocji różnych, może nawet podniosło nieco samoocenę, odrobinę pobudziło wyobraźnię i doprowadziło do tego samego wniosku co zwykle: o ileż historia jest ciekawsza, gdy postrzegamy jej uczestników jako ludzi z krwi i kości, a nie papierowe postaci z namalowaną olejami gębami i identycznymi nazwiskami, z których nic nie wynika.

No cóż, z tego, z kim sypiał Franklin, nie wynika w sumie nic, ale jakoś się łatwiej o nim pamięta, gdy się to wie. Chyba. Przynajmniej mój mózg tak działa. Nawet chyba poszukam jakiejś jego biografii, której autorowi mogę zaufać bardziej niż Internetom. Ale plotki – jak to plotki – cieszą i bawią. Tylko bez zbędnego przeżywania.

W przeciwieństwie do Sherlocka nie twierdzę, że mam jakąś ograniczoną pojemność dysku twardego we łbie. Na pewno jestem w stanie upchnąć tam jeszcze całkiem sporo – tylko trudno cokolwiek znaleźć w tym bałaganie. Próby usystematyzowanego przekazywania wiedzy, uprawianie przez wiele lat edukacji, spełzły na niczym, bo w dużej mierze były zbyt nudne by trafiać do kogokolwiek. Samodzielnie nazbierałam sobie mnóstwo wiedzy zbędnej i bezużytecznej, ale świecącej jak to srocze skarby – a wiele z tego odnalazłam głównie dzięki Internetom, którym za to jestem bardzo wdzięczna. Gorzej, że jak coś nie ma tabliczki „seks”, „śmieszne”, „obrzydliwe” albo „porażająco głupie” to ni cholery nie można się do tego dokopać.

W sumie moje rzeczywiste dyski twarde wyglądają podobnie. Zaiste, jak zarzucała mi (a właściwie całej grupie) lektorka rosyjskiego – jestem dzieckiem komputera i Internetu i mam inaczej połączone synapsy (choć kompa się dorobiłam, mając już wiek dwucyfrowy). Wszystko się zgadza, ale czy to źle?

Zadziwiające, że cała moja wiedza ze studiów albo kurzy się po kątach albo tkwi w kategorii „przerażająco głupie”. Ale o tym innym razem. Wyplułam z siebie luźne przemyślenia internetowe, przeczyściłam łeb, idę zaśmiecać go dalej czymś podobno pożytecznym. Chyba, że zdecyduję się skończyć wreszcie ten dwunastoodcinkowy japoński melodramat z intrygą godną Mody na sukces. Jestem gdzieś w połowie. Jakiś drugi miesiąc. Do szóstego odcinka wydarzyło się już tyle, że boję się, co będzie dalej.

Nie rzygnę tęczą, bo to już niemodne.


Zanim ktoś podniesie raban o Polańskiego i Allena – nie, nie wiem, jak było naprawdę. Nie znam się, ale się wypowiadam. Faktem jest, że Polański uciekł przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, a choć sądom zdarza się skazywać ludzi niewinnych, takich numerów odstawiać nie należy. Choć trzeba przyznać, że ma wyjątkowo urocze zdjęcie w bazie Interpolu (gdzie jest oznaczony jako „wanted person”).

O Allenie i jego „skomplikowanej” sytuacji czytałam swojego czasu całkiem sporo. Nie wiem, czy molestował Dylan, adoptowaną córkę swoją i Mii Farrow, ale nie podoba mi się, jak przebiegała ta sprawa. Wierzę, że on i Soon-Yi są szczęśliwym małżeństwem, jednak bardzo, ale to bardzo nie podobają mi się wypowiedzi Allena o tej sprawie oraz jego sposób postępowania. Ale może o tym innym razem.

Reklamy